poniedziałek, 27 grudnia 2010

Najważniejsze to wiedzieć, kiedy przestać.

"Tylko niech Ci czasem nie przyjdzie do głowy, żeby przepraszać, albo nie przyjść. Ty nigdy nie pokazujesz, że Ci głupio. Ty onieśmielona? To byłby absolutny koniec".

sobota, 30 października 2010

Ugotowałam Sowę i chyba działa.

Kogo obchodzą historie o szczęśliwych miłościach.

czwartek, 16 września 2010

Patetyczne mądrości życiowe.

Jak coś się pieprzy, to wszystko naraz.
Na szczęście później, jak coś zacznie już iść w dobrym kierunku, ciągnie za sobą inne sprawy.


Wreszcie mogę pić słodką herbatę.
I jestem płodna jak Katarzyna Grochola w czasach świetności.

poniedziałek, 13 września 2010

Pora się wkurwić.

niedziela, 12 września 2010

Grzeczne dziewczynki...

..piszą listy miłosne. Pełne od traumy niespełnionych oczekiwań.
Słuchają smutnych piosenek, patrząc w lustro i pytając retorycznie: Czego mi brakuje lub Co takiego zrobiłam. Nie pokazują się publicznie, bo łzy zmywają make-up, wszystko oprócz tuszu. Thank god for water proof mascara.

Grzecznych chłopców nie ma.

Prawdziwi mężczyźni upijają się ze smutku, z przepalonym gardłem krzycząc "jeszcze raz to samo".
Upadli artyści - piękni, brudni i seksowni. Zostawiający resztki spermy na drzwiach od kibla w Pięknym Psie. Trzeba sobie ulżyć, choć niewiele można poczuć. W pijackich odruchach rozpaczy.

---

Pytasz mnie dlaczego pusty kieliszek umazany szminką stoi na moim stoliku.
Wygląda tak, jakby ktoś przed chwilą z niego pił.
To chyba byłaś Ty?

Może tak, a może nie. Jeśli tak - piję bo chcę.
Przecież mogę przestać, podobnie z paleniem.

Rękawem od marynarki zahaczyłam o kieliszek, w którym prócz resztki Cosmopolitanu, na dnie leżała kandyzowana wisienka. Wylałam na siebie to, co zostało, wisienka wylądowała na ziemi, a kieliszek rozbił się o kant stołu. Byłam cała w szkle.



Minęły trzy dni. Uwierz mi, że nadal jestem.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Wolność / zazdrość

I. Szkoda, że tak późno uświadamiasz sobie, że przecież przegrałaś walkę o wolność.

Nie możesz jej dostać, bo nie starasz się dawać.
Odpowiadając zaborczością na odruchy ludzkiej troski.


II. Szkoda, że tak późno uświadamiasz sobie, że przecież przegrałaś walkę o zdrową zazdrość.

Nie możesz jej dostrzec, bo chcesz zbyt wiele.
Sądząc, że to Twoja zaborczość jest zdrowa.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Maria Elena

...wróciła z Kopenhagi. Trochę szkoda, bo w Polandii duszno.

niedziela, 4 lipca 2010

A propos obywatelskich obowiązków.

Z wielkim bólem, ważny.

niedziela, 27 czerwca 2010

Nie wyszło.

Jakoś zawsze miałam świadomość, że nie wyjdzie, ale potrzebowałam, aby życie mi to zobrazowało. Było na tyle uprzejme, ze to zrobiło.

Rozpłakałam się przejeżdżając 522 obok Galerii Krakowskiej.

środa, 23 czerwca 2010

Zastanawiam się, czy to boli

"Jeśli chcesz, żeby wszyscy Cię kochali, to zapewniam, tak się nie da.."
Niczego nie żałuję.

Boję się, że będę już zawsze sama
"Mnie nie wmówisz, że nie robiłaś tego świadomie."

Staram się być spokojna, bardzo się staram.
"Mam tego dość"

Moim marzeniem nie jest powiedzieć wprost czego chcę. To takie obcesowe.

Nie chcę być w, ale nie chcę tez być poza. I to chyba mój największy problem.
"To Ty się zdecyduj czego chcesz, naprawdę nie wmówisz mi, że wiesz".

Jak będzie potem? Czy można tu cokolwiek ustalić? Można do czegoś dojść? Czy można normalnie funkcjonować bez postanowienia jaki będzie kształt...? Można się umówić? Można się powstrzymać? Można się zmusić? Można...?


Przerasta mnie myślenie, mówienie.
Przerasta mnie pisanie, chyba właśnie staję się zupełnie bezużyteczna.

wtorek, 1 czerwca 2010

This is not a love song.




---
A Queerowy Maj również dobiegł końca w tym roku...

niedziela, 23 maja 2010

...

Z przerażeniem odkrywam, że lista rzeczy, których mi nie wypada, wydłuża się z dnia na dzień.

sobota, 22 maja 2010

Pomarszowo.



Nie wyobrażam sobie w jaki sposób stało się coś takiego. Ale jest. I jest cudowne.

sobota, 8 maja 2010

Beautiful, glamour, busy.

Sobota. Wychodzę zmięta i z krzywym makijażem spiesząc się na spotkanie. A tu nagle zastępuje mi drogę jakiś pan, wygłaszając z atencją: "Bardzo mi się spodobałaś. Mogę Cię zaprosić na herbatę?". Póki co na szarym końcu w moim rankingu. Jednak najciekawszy był facet, który zajechał mi drogę samochodem w przecznicy na Basztowej, krzycząc, ze jestem taaaaka piękna.

Chyba częściej muszę źle wyglądać i się spieszyć.

środa, 5 maja 2010

Dzień 2.

Najgorsze za mną.

niedziela, 2 maja 2010

sobota, 1 maja 2010

QM

Pełen (tak, lubię formę "pełen" i nie wydaje mi się, żeby była niepoprawna, choć po wyśmianiu przez Brata, zaczynam się nad tym zastanawiać) program festiwalu Queerowy Maj już jest. I jest np. tu. Do koloru, do wyboru.

środa, 28 kwietnia 2010

Queerowy Maj się zbliża, a tymczasem...

W związku ze zbliżającym się festiwalem i opublikowanym niedawno programem kilku wydarzeń, na które obowiązują wcześniejsze zapisy, zaczynają dziać się rzeczy niesłychane. Obok ogólnego entuzjazmu i atmosfery wyczekiwania, są też głosy konstruktywnie krytyczne.

Dzisiaj na skrzynkę rzeczniczki prasowej nadszedł mejl, którego autor wygrywa zestaw pomocy kuchennych firmy Mango tytułem nagrody w dziedzinie detektywistyki stosowanej. Otóż jestem bi, a nie homoseksualna i nie mam psa. Pisownia oryginalna.

Siema lesbo. Gdy patrze na twój ryj to wcale się nie dziwie że
jesteś
homo. Na takiego paszczura to nawet Stevie Wonder
by nie poleciał. Masz pysk
jakby przeleciało cię stado mamutów
i 2 boeingi 747. Kurwa żal mi cię.

Dzięki takim osobom jak ty, skini mają pełne ręce roboty.
I chwała im za
to a twoim rodzicom powinni zabronic kopulacji
bo potem rodzą się takie
zjeby jak ty i twój brat.
Jedyną normalną osobą w twoim domu jest twój
pies.

Z adresu mejlowego możemy dowiedzieć się m.in że Pan lubi placki i korzysta z pseudonimu Jan Kowalski.
A co do boeningów - mój dentysta zarzucił ostatnio trochę rubasznym żartem, na moje hipochondryczne pytanie "Czy po przeglądzie stanu mojego uzębienia, ma mi pan do powiedzenia coś strasznego, w stylu pół roku życia etc?". Otóż debtysta odpowiedział błyskotliwie: "Jeśli nie będzie Pani się zbliżać do samolotów, to może trochę więcej". A mamuty chyba dawno wyginęły, jest za to fotoszop.

Związki, moda, pragmatyzm i intrygowanie

Kiedy po raz kolejny okazało się, że wymykający się normatywnym (tfu, tfu) klasyfikacjom punkt widzenia przegrywa z ogólnym przywiązaniem do tradycji, asymilacji i uniformizacji światopoglądowej, zapodanej przez Grupę Trzymającą Władzę i Nie Znoszącą Sprzeciwu (czego przykład możemy oglądać tu), Aleksandra, okrzyknięta wcześniej jednogłośnie i w zaszczytnym towarzystwie Jacka Kochanowskiego, nielojalną wobec wiodącej linii myślowej CZĘŚCI towarzystwa nieheteroseksualnego (tfu, tfu!!), poszła na zakupy.

Z zakupów wynikło niewiele, a mianowicie: jedna para butów. Buty są na obcasie i w panterkę, niczego nie kopiują i nie podrabiają, no ale fason: niemal jak od Louboutina.
Po powrocie z wycieczki po zakupowym kolosie (nazywanym chyba trochę na wyrost "galerią", choć nie wiem czego) ogłosiłam wszem i wobec że buty są niewygodne. Jakkolwiek komentarz Damiana, że moda nie znosi pragmatyzmu, sprawdza się przy okazji wielu innych poczynań Autorki, tak tym razem trzeba oddać butom sprawiedliwość: SĄ wygodne. I nie uciskają w palcach, jak zdawało się godzinę po zakupie.

No i to jest dopiero ważna sprawa, a nie jakieś regularne krucjaty pod moimi tekstami na Homikach.