Kiedy po raz kolejny okazało się, że wymykający się normatywnym (tfu, tfu) klasyfikacjom punkt widzenia przegrywa z ogólnym przywiązaniem do tradycji, asymilacji i uniformizacji światopoglądowej, zapodanej przez Grupę Trzymającą Władzę i Nie Znoszącą Sprzeciwu (czego przykład możemy oglądać tu), Aleksandra, okrzyknięta wcześniej jednogłośnie i w zaszczytnym towarzystwie Jacka Kochanowskiego, nielojalną wobec wiodącej linii myślowej CZĘŚCI towarzystwa nieheteroseksualnego (tfu, tfu!!), poszła na zakupy.
Z zakupów wynikło niewiele, a mianowicie: jedna para butów. Buty są na obcasie i w panterkę, niczego nie kopiują i nie podrabiają, no ale fason: niemal jak od Louboutina.
Po powrocie z wycieczki po zakupowym kolosie (nazywanym chyba trochę na wyrost "galerią", choć nie wiem czego) ogłosiłam wszem i wobec że buty są niewygodne. Jakkolwiek komentarz Damiana, że moda nie znosi pragmatyzmu, sprawdza się przy okazji wielu innych poczynań Autorki, tak tym razem trzeba oddać butom sprawiedliwość: SĄ wygodne. I nie uciskają w palcach, jak zdawało się godzinę po zakupie.
No i to jest dopiero ważna sprawa, a nie jakieś regularne krucjaty pod moimi tekstami na Homikach.
