środa, 28 kwietnia 2010

Queerowy Maj się zbliża, a tymczasem...

W związku ze zbliżającym się festiwalem i opublikowanym niedawno programem kilku wydarzeń, na które obowiązują wcześniejsze zapisy, zaczynają dziać się rzeczy niesłychane. Obok ogólnego entuzjazmu i atmosfery wyczekiwania, są też głosy konstruktywnie krytyczne.

Dzisiaj na skrzynkę rzeczniczki prasowej nadszedł mejl, którego autor wygrywa zestaw pomocy kuchennych firmy Mango tytułem nagrody w dziedzinie detektywistyki stosowanej. Otóż jestem bi, a nie homoseksualna i nie mam psa. Pisownia oryginalna.

Siema lesbo. Gdy patrze na twój ryj to wcale się nie dziwie że
jesteś
homo. Na takiego paszczura to nawet Stevie Wonder
by nie poleciał. Masz pysk
jakby przeleciało cię stado mamutów
i 2 boeingi 747. Kurwa żal mi cię.

Dzięki takim osobom jak ty, skini mają pełne ręce roboty.
I chwała im za
to a twoim rodzicom powinni zabronic kopulacji
bo potem rodzą się takie
zjeby jak ty i twój brat.
Jedyną normalną osobą w twoim domu jest twój
pies.

Z adresu mejlowego możemy dowiedzieć się m.in że Pan lubi placki i korzysta z pseudonimu Jan Kowalski.
A co do boeningów - mój dentysta zarzucił ostatnio trochę rubasznym żartem, na moje hipochondryczne pytanie "Czy po przeglądzie stanu mojego uzębienia, ma mi pan do powiedzenia coś strasznego, w stylu pół roku życia etc?". Otóż debtysta odpowiedział błyskotliwie: "Jeśli nie będzie Pani się zbliżać do samolotów, to może trochę więcej". A mamuty chyba dawno wyginęły, jest za to fotoszop.

Związki, moda, pragmatyzm i intrygowanie

Kiedy po raz kolejny okazało się, że wymykający się normatywnym (tfu, tfu) klasyfikacjom punkt widzenia przegrywa z ogólnym przywiązaniem do tradycji, asymilacji i uniformizacji światopoglądowej, zapodanej przez Grupę Trzymającą Władzę i Nie Znoszącą Sprzeciwu (czego przykład możemy oglądać tu), Aleksandra, okrzyknięta wcześniej jednogłośnie i w zaszczytnym towarzystwie Jacka Kochanowskiego, nielojalną wobec wiodącej linii myślowej CZĘŚCI towarzystwa nieheteroseksualnego (tfu, tfu!!), poszła na zakupy.

Z zakupów wynikło niewiele, a mianowicie: jedna para butów. Buty są na obcasie i w panterkę, niczego nie kopiują i nie podrabiają, no ale fason: niemal jak od Louboutina.
Po powrocie z wycieczki po zakupowym kolosie (nazywanym chyba trochę na wyrost "galerią", choć nie wiem czego) ogłosiłam wszem i wobec że buty są niewygodne. Jakkolwiek komentarz Damiana, że moda nie znosi pragmatyzmu, sprawdza się przy okazji wielu innych poczynań Autorki, tak tym razem trzeba oddać butom sprawiedliwość: SĄ wygodne. I nie uciskają w palcach, jak zdawało się godzinę po zakupie.

No i to jest dopiero ważna sprawa, a nie jakieś regularne krucjaty pod moimi tekstami na Homikach.